WIELKANOC
Zycie Polki, która nie dała się wrobić w rozmaite "kobieta powinna, kobieta nie powinna", we Francji. Od niedawna matka, postrzega teraz świat nieco inaczej....
wtorek, 2 kwietnia 2013
środa, 27 marca 2013
Praca, praca, praca. Stara praca, a może i nowa ? Czy
się zdecydować, przyłożyć do tego nowego projektu, czy się odważyć? To takie
kuszące, jak każda nowośc, każde wyzwanie.
Tylko... kto się zajmie córcią wieczorem, poczyta z nią
bajeczki przed snem zamiast wrócić i jedynie popatrzeć, jak śpi? Tylko tyle jej
mieć z całego dnia- rano szybkie śniadanie-ubieranie a wieczorem zamknięte
oczka i spokojny oddech w łóżeczku. Czy tak powinno być czy nie, czy ja mam to
wiedzieć ? A skąd mam to wiedzieć, mnie zawsze uczyli, że kobieta to żona,
matka, pracownica i kochanka, wszystko z osobna i na raz, tylko dlaczego kapitalizmie
dzień ma ciągle tylo 12 godzin a nie conajmniej 20?
I jeszcze to slońce.... Slońce, gdzie jesteś? Wiosenne słońce,
które rozjaśnia niebo i myśli w głowie. Promyki zastrzyki energii i dobrego
nastroju. Wyjeżdżam na pierwszy wiosenny weekend Wielkanocny i liczę na Ciebie
słońce, pamiętaj o mnie!!
wtorek, 26 marca 2013
W niedzielę (dziś jest wtorek a ja znowu o niedzieli...:), korzystając z z tego,
że córcia położona została do łożeczka na popołudniową drzemkę, zarządziłam
czas relaksu. O owym zarządzeniu natychmiast poinformowałam ukochanego- aby mi
przypadkiem nie przeszkadzał, i zamknęłam się w sypialni z 24-karatowym złotem
na twarzy. Wow!!
„Złotą” maseczkę
zakupiłam tutaj. A
że okazało się, że jest sprzedawana na sztuki, zamówiłam od razu 10 korzystając
z promocji. Voilà:
Kupowałam przysłowiowego kota w
worku bo nie miałam pojęcia, czy jest to dobry produkt. Obiło mi się o uszy
jedynie kilka razy, że maseczki ze złotem są rewelacyjne, cudowne i świetne, a
raz nawet wpadłam przypadkowo na program o urodzie w ITVN („I” od
international) gdzie wychwalano ich właściwości.
Jako osoba zadbana i do pewnych
granic (ale TYLKO do pewnych) przejmująca się swoim wyglądem fizycznym złapałam,
jak to się mówi, okazję. Zwlaszcza, że maseczka ze złotem potrafi czynić cuda, a mianowicie ODMŁADZA.
No, skoro odmładza, to ja, niedługo kończąc lat trzydzieści pięc, mieszczę się
w przedziale wiekowym idealnej klientki.
A do tego jest
taka piękna. Co prawda w dotyku trochę gumowa ale za to blyszcząca, i... złota.
To maska Inków? Zapytał ukochany.
...
Ech, relaks z
24-karatowym złotem na twarzy jest relaksem iście królewskim. A jaka po nim
cera, jakie rozświetlenie!
Leżąc sobie
przez blisko 30 minut z tym skarbem obklejającym lico, odmłodziłam się
wyśmienicie. Odpoczęłam, pojaśniałam. Choc przyznam- miałam przygotowany aparat
aby sobie zrobić zdjęcie i uwiecznić tamten moment na blogu ale... wolałam
oszczędzić Wam tego widoku... Cóż, piękność ma swoją cenę- czasem trzeba
wyglądać brzydko aby potem być ładnym.
W tym sklepie mają jeszcze inne maski, na przykład złotą z dodatkiem kawioru lub też kolagenową
ze śluzem ślimaka...?!??
Ja jednak
pozostanę przy mojej po prostu złotej. Bo naprawdę warto!
A tu, kupka po zużyciu. Tyle złota tak blisko!* :)
poniedziałek, 25 marca 2013
Tyle bym chciała napisać. Na przykład
jak siekałam świeżą kolendrę.
Ale zaczął się tydzień pięknym
bo słonecznym, mroźnym (jak na Paryż- aż minus jeden!) poniedziałkiem i trzeba
było wcześnie wstać, i biec, biec, biec przez cały dzień. Aż do wieczornego
opadnięcia niemal bez sił na kanapie, tuż po ułożeniu dziecka do snu.
A kolendrę siekałam (właściwie
odcinałam jej listki od łodyżek nożyczkami- to najlepszy sposób!) pachnącą
wiosną, latem i wszystkimi świeżymi zapachami świata. Czy istnieje świeżość
świeższa niż świeża kolendra?
Pęczek zielonej, wonnej
kolendry kupiłam w niedzielę rano na targu. Trochę zużyłam jako dodatek do
wspaniałego dania, o którym na pewno kiedyś napiszę i nawet podam przepis- jak
zrobię zdjęcia. Tym razem wszystko odbyło się za szybko- siekanie, gotowanie,
szykowanie stołu, goście. No i zdjęć nie ma. A szkoda, bo danie jest efektowne,
lekko egzotyczne, szybkie, tanie i proste w realizacji (o tak! zwłaszcza to ostatnie) i przede wszystkim strasznie smakowite.
A resztę kolendry pocięłam
nożyczkami, podzieliłam na porcyjki i zamrozilam w plastikowych torebeczkach. Na następne
smakowite danie – zamrożony powiew świeżości.
niedziela, 24 marca 2013
A na niedzielne śniadanie jak zawsze francuskie przysmaki
prosto z piekarni: mleczna bułka wiedeńska, moja ulubiona drożdżówka-ślimaczek
z rodzynkami no i oczywiście CROISSANTY.
U nas muszą być te maślane choć
znam wielu zwolenników croissantów ordinaires
czyli „zwykłych” lub też „pospolitych”, zakręcanych jak na rogalik przystało,
pieczonych zazwyczaj z dodatkiem margaryny. Kiedy się je wcina, nie tłuszczą tak bardzo palców masłem...
Po lewej croissant maślany po
prawej „zwykły”
Smacznego!
sobota, 23 marca 2013
Każdego ranka staram się znaleźć
czas dla siebie. Nawet w tygodniu, kiedy trzeba się zrywać z łóżka i śpieszyć
do codziennych obowiązków. Gdy o siódmej włącza się radio-budzik i wesoły głos
prowadzącego audycję zapowiada poranne
wiadomości, ja jeszcze leżę z zamkniętymi oczyma i rozmyślam o
przyjemnościach, które czekają mnie za chwilę:
Na przykład już wyobrażam sobie jak stojąc pod
prysznicem nakładam na włosy pachnącą maseczkę. Jak po prysznicu owijam się
milusieńkim w dotyku, glaszczącym ciało szlafrokiem. Albo jak nalewam pachnącej
czarnej kawy do jednego z moich kawowych kubków z nadrukami w stylu retro. Za chwilę ukroję sobie do tej kawy porządny kawał miękkiej, drożdżowej chałki. I obudzi
sie córcia wołając oboje rodzicow, z radością wyciągnie do nas rączki ze
swojego łóżeczka.
I tak dalej, i tak dalej. Bo
takich momentów, wypełnionych przyjemnością jest bardzo wiele; rankiem, gdy
zaczyna się nowy dzień, szczęśliwa jest niemal każda chwila. I te chwile to
wlaśnie mój czas dla siebie. Gdy myślę w ten sposób nic nie jest w stanie
przytrzymać mnie dłużej w pościeli, natychmiast wstaję i biegnę na przeciw
szczęściu.
W soboty, takie jak dzisiaj, kiedy po śniadaniu nie muszę szykować siebie do pracy ani córci do niani, po śniadaniu tradycyjnie zapijanym kawą (i wlaściwie już symbolicznie- kawa, jej zapach, to symbole poranka), funduje sobie jeszcze duży kubek zielonej herbaty. Prawdziwej chińskiej, z dodatkiem róży i jaśminu. Przypadowo znalazłam ostatnie pudelko w supermarkecie na półce z produktami z importu. Jako wielbicielka wszelkich odmian herbat nawet się nie zawahałam i natychmiast znalazło się w moim koszyku.
Kubek ze zdjęciem córci, w kubku
przepyszna herbata, samo szczęście! To będzie jak zwykle przepiękny dzień.
piątek, 22 marca 2013
Troche słońca i powietrze jakby
łagodniejsze- wiosna wyraźnie puka do drzwi!! Zerwalam się z łóżka przed
siódmą; dziwne bo w piątki- dni, w które nie pracuję, lubię sobie poleniuchować
w pościeli conajmniej do dziewiątej.
Do wstania o tak wczesnej jak
na moje zwyczaje porze przyczynił się całkiem wiosenny śpiew ptaka za oknem oraz
nagła chęc poszperania w internecie, poczytania, pooglądania zdjęc, ponapawania
się jakąś twórczością, czyimiś zapiskami,czyimś, czemu nie?, życiem.
W miarę
przeglądania blogów ogarniała mnie OCHOTA.
Ale zaraz potem pojawił się w
salonie zaspany Ukochany, zaniepokojony moim wczesnym wstaniem, że może się żle
czuję, że czy coś jest nie tak? oraz oznajmił, że krzątając się w kuchni
obudziłam córcię.
Ech, podobno jak dzieci śpią to
ściany można rozwalać i nic. I n n e dzieci tak, nie moje.
To było dzis
rano. Potem zawiozłam córcię do niani, poleciałam na basen (mój obowiązkowy
sport raz w tygodniu), po powrocie przełknełam porządny obiad i pojechałam po
córcię aby tradycyjnie spędzić z nią piątkowe popołudnie. Plan był jak
zawsze-sala zabaw i, z okazji nadejścia wiosny czytaj: dobrej pogody, spacer po parku.
Teraz jest
wieczór i OCHOTA trzyma mnie nadal.
Chyba coś
napiszę.
A w parku
ganiałyśmy kaczki:
Kaczki
połączyły się w urocze parki, wiosna Moi Państwo, wiosna jak nic!
Subskrybuj:
Posty (Atom)






